Kenia – wrażenia i plan podróży

Przełom 2017 i 2018 spędziliśmy na Wschodzie Afryki – w Kenii. Zgodnie z pierwotnym planem mieliśmy być w tym czasie w Gwatemali (pół roku temu udało nam się kupić bardzo tanie bilety z Amsterdamu), jednak w związku ze zmianami lotów i dużymi problemami ze znalezieniem sensownego dojazdu do Amsterdamu zdecydowaliśmy się je oddać.

Zamiast tego, kupiliśmy wycieczkę Last Minute z biura podróży – głównie ze względu na atrakcyjną cenę i mocno egzotyczny kierunek, jakim jest Kenia. Po tych rejonach nie mieliśmy okazji jeszcze podróżować i nie ukrywam, że akurat tam balibyśmy się jechać na własną rękę.

Kenia – ogólne wrażenia

Było super, bo…

w ramach wycieczki mieliśmy zapewniony przelot, transfer z lotniska, all inclusive w 3,5-gwiazdkowym hotelu Diani Sea Lodge oraz opiekę rezydenta (z której w zasadzie nie skorzystaliśmy). Hotel, pomimo niskiego jak na Kenię standardu, okazał się być bardzo ładny, czysty i usytuowany tuż przy jednej z najpiękniejszych plaż Afryki – piaszczystej Diani Beach. Obsługa była przemiła, choć wiemy, że częściowo ze względu na to, że liczyli na napiwki za wykonaną pracę.

Na przełomie grudnia i stycznia typową pogodą w Mombasie jest piękne słońce przez 8-9h w ciągu dnia. Temperatura w tym czasie waha się między 24 a 32 C, a wiatr od oceanu zapewnia świetne warunki do wykonywania sportów wodnych, takich jak np. kitesurfing. Pogoda, na jaką trafiliśmy podczas naszego urlopu była dla nas idealna – słońce wychodziło raz na jakiś czas, a od oceanu wiał delikatny chłodny wiatr, dzięki któremu wcale (mimo 30 C) nie było aż tak gorąco. Co prawda, podczas naszego pobytu dwukrotnie padał deszcz, ale nie uważam by było to coś złego – przyniósł miłe orzeźwienie, którego brakowało chyba wszystkim uczestnikom turnusu.

To, co najbardziej urzekło nas w Afryce to dzikie zwierzęta żyjące na wolności w parkach narodowych. Zazwyczaj zwierzęta takie jak lwy, żyrafy czy słonie możemy podziwiać jedynie za ogrodzeniem w zoo lub na zdjęciach w internecie. Podczas safari ma się okazję zobaczyć je w swoim naturalnym środowisku – obserwujące otoczenie, kroczące z gracją wzdłuż drogi, a niekiedy polujące. To coś, czego nie doświadczycie nigdzie indziej!  O możliwości zrobienia przepięknych zdjęć nawet nie wspomnę…

ale…

niemiło zaskoczyli nas ludzie. Niestety, przez wiele lat przyjmowania turystów, którzy chętnie dzielą się swoimi rzeczami i hojnie rozdają napiwki, Kenijczycy nauczyli się na nich zarabiać. Ich postawa wobec przyjeżdżających białych często jest roszczeniowa. Większość z nich jest nachalna i za wszelką cenę próbują sprzedać wycieczki i swoje produkty (biżuterię, chusty, przedmioty z drewna), które wcale nie należą do najtańszych. Dotyczy to w szczególności biedniejszych ludzi w miastach oraz tzw. “beach boyów”, na plażach. Żeby nie było jednak aż tak źle, to muszę zwrócić honor przemiłej obsłudze hotelowej, kierowcom i przewodnikom z lokalnych biur podróży oraz kenijskim turystom, których mieliśmy okazję spotkać na plaży i w hotelu. Kenijczycy potrafią więc być niezwykle mili, serdeczni i gościnni!

W związku z tym, że Afryka jest dość specyficzna kulturowo i nie każdy będzie czuł się w niej dobrze, nie uważam że jest to dobry kierunek dla każdego (tym bardziej początkującego) podróżnika. Jeśli macie jednak ochotę obejrzeć zwierzęta takie jak lwy, żyrafy, słonie, bawoły czy antylopy w swoim naturalnym środowisku – gorąco polecam!

Więcej szczegółowych informacji znajdziecie w poście z praktycznymi wskazówkami.

Harmonogram wyjazdu

[Google_Maps_WD id=3 map=3]

Plan naszej 12-dniowej wycieczki wyglądał następująco:

29/30.12 – wylot z Warszawy, przylot do Mombasy i zakwaterowanie w hotelu

30.12-3.01 – pobyt w hotelu

3-4.01 – 2-dniowe Safari (możliwość wykupienia również 3-dniowego, daty zależne od lokalnych biur podróży)

5.01 – pobyt w hotelu

6.01 – wycieczka do Mombasy – spacer po starej części miasta i wizyta Parku Hallera (mini zoo ze zwierzętami)

7-10.01 – pobyt w hotelu

10/11.01 – powrót do Warszawy

W dni, które spędzaliśmy w hotelu korzystaliśmy z aktywności na miejscu – aqua aerobiku (w cenie), nurkowania z maską i lekcji kitesurfingu w pobliskiej szkole (dodatkowo płatne).

Czy warto jechać z biurem podróży?

Plusy wyjazdu z biurem podróży

  • Zapewniony przelot (bezpośredni z ewentualnym technicznym międzylądowaniem) oraz transfery z lotniska do hotelu;
  • Sprawdzone miejsca noclegowe;
  • Opieka polskojęzycznego rezydenta;
  • Bogata oferta wycieczek fakultatywnych;
  • Poczucie bezpieczeństwa.

Minusy wyjazdu z biurem podróży

  • Wysoka cena oferowanych wycieczek fakultatywnych;
  • Mała mobilność w przypadku chęci zwiedzania na własną rękę;
  • Znajomość języka angielskiego, która przydaje się podczas codziennego pobytu w hotelu i na wycieczkach. Dzięki niej mogliśmy w pełni skorzystać z ich wiedzy i spostrzeżeń.

 

A jak jest według Was? Wolicie podróżować na własną rękę czy wyjeżdżać z biurem podróży?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *